Wszyscy krzyczą: RÓB TO, CO KOCHASZ!

Znowu ostatnio zalewają mnie na Instagramie i Facebooku memy z takimi mądrościami, jak ten w tytule wpisu, czyli „jeśli nie robisz tego, co kochasz, marnujesz swój czas”. Pod nimi oczywiście setki lajków, serduszek i pozytywnych komentarzy, że tylko taka praca, która dodaje skrzydeł to coś, czemu warto poświęcać czas. Do czego należy dążyć.

A ja siedzę przed komputerem i w tym momencie naprawdę nie kocham swojej pracy. Bo muszę rozgryźć trudne zagadnienie, co wiąże się z monotonnym przeszukiwaniem literatury, a potem precyzyjnym ubieraniem w słowa moich myśli. I muszę to zrobić szybko, bo czas kontraktu cały czas tyka.

Powiem więcej! Czasem wcale nie kocham swojego hobby, więc jak tu mówić o kochaniu pracy!

Czy to, że nie kocham swojej pracy oznacza, że powinnam ją zmienić i szukać takiej, którą pokocham? Choć swojej aktualnie nie darzę miłością i potrafię wymyślić tysiąc zadań, które sprawiłyby mi dużo większą frajdę, to uważam, że aktualnie jestem w jednym z najlepszych miejsc, w jakich zdarzyło mi się pracować. Mam świetne warunki rozwoju, ogromną elastyczność, jeśli chodzi o godziny, a nawet miejsce pracy. Mogę, ale nie muszę podróżować. Sama ustalam swoje priorytety i zadania. Prawie jak na swoim, a jednak to etat (a w zasadzie pół).

rób to co kochasz

Do tego zastanawiam się, co w momencie czytania mema, który głosi, że „nie robiąc tego, co kochasz marnujesz swój czas” myśli sfrustrowana zbyt długim urlopem wychowawczym mama? Albo dziewczyna, która aktualnie sprząta mieszkania i wcale nie szaleje za tą pracą, ale nie za bardzo ma inny wybór? Albo kobieta, która od miesięcy nie może znaleźć pracy?

Szanse, że naprawdę robisz to, co kochasz są zdecydowanie niewielkie.

Miłość do pracy, tak samo jak ta romantyczna, zmienia się. Jeśli pracujemy z wyboru, a nie z konieczności, to często na początku mamy do czynienia z efektem nowości – coś jest fascynujące, ciekawe, a nawet nadgodziny wydają się świetną zabawą. Pamiętam, że gdy wiele lat temu zaczynałam pracę w ukochanym teatrze [ZOBACZ], to rano odrabiałam swoją pracę, w międzyczasie zaliczałam uniwersytet, a wieczorem zostawałam w pracy na spektaklu. Wychodziłam z domu po 7, by wrócić do niego około 22 (i nadal pracować). I uważałam, że złapałam Pana Boga za nogi! Taka byłam szczęśliwa. Kochałam swoją pracę. Do dziś wzruszam się, gdy bywam w tym teatrze jako widz. Ale myślę, że wtedy to nie było mądre i dojrzałe uczucie.

Po okresie zakochania okazuje się, że fajnie byłoby mieć też czas na inne rzeczy niż praca. Urok nowości znika, pojawia się rutyna (nawet w bardzo kreatywnych zawodach). I wtedy, gdy się trochę nudzisz, a trochę frustrujesz – czy nadal robisz to, co kochasz? Czy jednak pomyliłaś zauroczenie z miłością i powinnaś szukać czegoś innego?

A zupełnie szczerze: czy takie pytania w ogóle mają sens? Czy naprawdę musisz poświęcać swój cenny czas na zastanawianie się, czy na pewno wybrałaś idealny zawód? Idealną firmę? Prawdopodobnie im więcej się będziesz nad tym zastanawiała, tym częściej dojdziesz do wniosków, że niekoniecznie. I co wtedy? Zmiana? Kolejna zmiana? I do skutku?

A może można inaczej?

rób to, co kochasz

Zastanawiałaś się kiedyś, co by było, gdybyśmy trochę odwróciły tę memową mądrość i napisały: „jeśli myślisz nad tym, czy kochasz swoją prace, to marnujesz swój czas”. A do tego mogłybyśmy spróbować dołożyć takie rozwiązanie:

„spróbuj pokochać swoją obecną pracę”

[Oczywiście nie mam tu na myśli sytuacji patologicznych, gdy stykasz się w pracy z mobbingiem albo molestowaniem. Wtedy się nie zastanawiaj, nie próbuj kochać, tylko szukaj innej. W kontekście pracy stawiaj siebie i swój dobrobyt na pierwszym miejscu – ZAWSZE.]

To, o czym piszę, to bycie tu i teraz oraz akceptacja tego, czym teraz się zajmujesz. Tego, jak wygląda Twoje życie.

Akceptacja nie oznacza braku ambicji, nie robienia nic w kierunku zmiany. To tylko stan, kiedy nie walczysz. Tylko jesteś. Najlepiej tu i teraz.

W pracy mamy pewne zadania do wykonania – i czy je kochamy czy nie, to musimy je wykonać.

Tak samo jest z hobby, rodziną czy mężem. Nie zawsze mam ochotę obejrzeć ten film, na który zabiera mnie Jużmąż – ale robię to, bo jego szczęście też jest dla mnie ważne (albo szukam mu kinowego partnera, który lubi podobne filmy ☞ pozdrowienia dla Marcina, hihi).

Jeśli aktualnie nie przepadasz za swoją pracą, znudziła Ci się, uważasz, że Cię nie rozwija, nie skupiaj się na tym, jak bardziej jej nie lubisz i jak chcesz ją zmienić. To będzie frustrowało Cię jeszcze bardziej. Wiesz, jak to jest: im bardziej się frustrujesz, tym bardziej… się frustrujesz.

W zamian za to, staraj się po prostu skupić na tych zadaniach, które masz teraz aktualnie wykonać. Tylko tyle i aż tyle. A nuż znajdziesz w nich coś przyjemnego? Ciekawego? Może odkryjesz swoją pracę na nowo? Bądź tu i teraz – jeśli nie skupiasz się na potencjalnej przyszłości i tym, co mogłabyś robić (a nie robisz), to od razu poczujesz lekkość.

Nawet jeśli nie, to przynajmniej nie będziesz praktykować niechęci do pracy. Pamiętaj: nie możesz czegoś zmienić – zmień swoje nastawianie! To czyni prawdziwe cuda!

Oczywiście nie zawsze będzie tak, że uda Ci się pokochać to, co aktualnie robisz. Ale to, że tego nie kochasz wcale nie oznacza, że marnujesz czas! Po prostu pracujesz. I to od Ciebie zależy, jaką nadasz temu wagę – marnowania czasu czy pracy, na którą się zdecydowałaś (albo którą musisz wykonywać).

Jeśli nadal czujesz, że możesz (i chcesz) robić w życiu coś innego – to zacznij tego szukać i powoli próbować. Bez frustracji, a z myślą, że możesz się zakochać w czymś nowym, a nie wierząc, że teraz marnujesz czas robiąc to, czego nie kochasz.

Bo to, moim skromnym zdaniem, wierutna bzdura.

A co Ty myślisz? Wierzysz w to, że brak miłości do pracy jest równoważny marnowaniu czasu?

Daria