Dziękuję, że jesteście – czyli jak ważna jest przyjaźń w najtrudniejszych chwilach

Nie jestem osobą zbyt wylewną. Jeśli już ufam, to bardzo i wtedy nie ma tematów tabu. Ale otworzenie się przed obcą osobą zajmuje mi bardzo dużo czasu. Co więcej, wychowywałam się w przeświadczeniu, że nie powinno się innym zwracać głowy swoimi sprawami. Trzeba sobie radzić, a nie szukać pomocy.

To nie są dobre przekonania. Nie służą mi. Trochę brakuje mi zaufania do świata – choć z góry przewiduję wiele zagrożeń zanim się wydarzą, to jednak takie skanowanie przestrzeni i kontrolowanie się wymaga bardzo wiele zachodu. I przysparza wiele stresu.

Biorąc pod uwagę, że dość otwarcie piszę na blogu, powyższe słowa mogą Cię zdziwić. Wszak dzielę się tutaj bardzo intymnymi sprawami, takimi jak choroba. Chyba trudno wejść na wyższy poziom otwierania się i zaufania w internecie. Jednak to wcale nie było dla mnie takie oczywiste. Przyszło z czasem.

Dzieje się tak dlatego, że po usłyszeniu diagnozy zachowałam się zupełnie inaczej niż zwykle. Poprosiłam o pomoc. Odezwałam się do ludzi. I była to jedna z lepszych decyzji w życiu.

Przyjaciele to rodzina

Jedna z lepszych decyzji w życiu

Oczywiście pierwsza myśl po tym, jak dowiedziałam się, że choruję na raka, była mniej więcej taka: jest źle. Bardzo źle. No dobra. To ja sobie teraz po cichutku umrę. Nikomu (w tym rodzinie) nic nie powiem i bez stresowania innych swoimi problemami po prostu zniknę.

Musiałam tylko wdrożyć w ten plan wtedy-jeszcze-Niemęża, bo był ze mną, gdy dowiedziałam się, że choruję. Więc dałam mu wskazówki, gdzie i jak chciałabym być pochowana, co on ma robić po mojej śmierci (m.in. znaleźć sobie żonę). I już. Miał to być koniec tematu.

Gdy teraz o tym myślę, to chce mi się i śmiać i płakać. Bo przecież to brzmi przekomicznie. Nie ma w tym sensu. A z drugiej strony pokazuje tę totalną, okropną niemoc, którą czuje człowiek, gdy ciało zawodzi. To też manifestacja mojej cechy, że „sama sobie poradzę bez względu na okoliczności”.

Szczęśliwie w postanowieniu, że umrę sobie po cichutku w tajemnicy wytrwałam kilka godzin. A potem napisałam przyjaciółce, co jest. A ona zadzwoniła. A ja nigdy wcześniej nie byłam tak szczęśliwa mogąc z kimś porozmawiać przez telefon.

Przyjaciele to rodzina

Przyjaciele to rodzina, którą sami sobie wybieramy

Tej pierwszej rozmowy z przyjaciółką nigdy nie zapomnę. Chociaż starałam się jej przekazać tyle konkretnych informacji, ile mogłam, to nie potrafiłam odciąć się od emocji. I ciągle płakałam. A ona, w całej swojej mądrości, powiedziała mi coś takiego:

To straszna wiadomość. Cała jestem z Tobą. Dzisiaj masz prawo płakać. Dzisiaj możesz sobie wyobrażać najczarniejsze scenariusze. Ale to dzisiaj. A od jutra razem działamy. I nie poddamy się dopóki nie wygramy.

Mocno się wtedy śmiałam. Przez łzy, ale jednak złapałam moment oddechu. I chociaż wtedy wydawało mi się, że już nigdy nie przestanę płakać, to było tak, jak ona powiedziała. W dniu usłyszenia diagnozy płakałam bez końca i sprawdzałam, co najgorszego przede mną. Ale następnego dnia, choć nadal rozedrgana, zaczęłam działać.

Był to dzień spotkania z lekarzem, gdy dowiedziałam się więcej o stadium raka (chociaż nadal niewiele mi to wszystko mówiło), więc mogłam zrobić coś więcej. Ale przed wizytą zadzwoniła do mnie ta sama przyjaciółka i sprawdziła, czy do spotkania z lekarzem jestem przygotowana. Kazała mi zapisać wszystkie pytania, jakie do niego miałam i zapisywać wszystkie odpowiedzi, choćby trwało to w nieskończoność (genialna rada!). Co więcej, zorientowałam się, że pewnie sama przez całą noc przeglądała internet, bo dołożyła mi jeszcze kilka bardzo sensownych pytań.

Wiecie, jak cudowne było to uczucie? Jak mocno uwierzyłam, że nie jestem sama? Że nie muszę sprawować kontroli. Że mogę na kogoś liczyć – i to tak w 100%. Nie muszę być kontrolem. Chyba nigdy nie byłam nikomu tak wdzięczna za wsparcie.

Dzięki temu nabrałam odwagi, żeby odezwać się do kolejnych bliskich mi osób i przekazać im tę nowinę. I ci inni bliscy zachowali się podobnie. Od tego momentu mam osoby, które sprawdzają wszelkich onkologów i kliniki w Polsce i robią listę nazwisk, z którymi będę się kontaktować. Inne dzielą się wiedzą o terapiach alternatywnych – listą książek, rytuałów, technik. Wszystkim, co działa z innej strony niż medycyna akademicka. Dostaję dużo wiadomości, linków, wszystkiego, co mogłoby pomóc. Wyszukują i kupują mi różne suplementy. Dostałam też nieśmiałe propozycje finansowe – gdyby pieniądze były potrzebne, to mam osoby, które z radością będą mogły (i chciały) mi pomóc.

Nigdy nie będę w stanie się im wszystkim odwdzięczyć. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, a ja wzruszam się cały czas, gdy tylko o tym wszystkim pomyślę.

Swoich przyjaciół nie zamieniłabym na nikogo innego

Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała robić takich maratonów researchowych. Nie dlatego, że nie chcę. O nie! Jestem do tego gotowa w każdej chwili. Po prostu mam nadzieję, że wszyscy będą zdrowi. Że przez długie lata nikt nie będzie musiał sobie radzić z takimi problemami, jakie stanęły na mojej drodze.

A przesłania po tym doświadczeniu mam dwa:

  1. Badaj się – wcześnie wykryte choroby można wyleczyć. Nie warto zwlekać, szczególnie, jeśli coś Cię niepokoi. A młody wiek we współczesnych czasach wcale nie jest wyznacznikiem, że na pewno wszystko jest w porządku. Tak że włóż między bajki stwierdzenie lekarza „jest pani jeszcze młoda, nie ma sensu robić tego badania” – tylko zmień lekarza na takiego, który potraktuje Cię poważnie.
  2. Dbaj o przyjaźnie. Szukaj swojej rodziny, buduj ją. I nie bój się otwartości. To nieprawdopodobne, jak wiele jest w ludziach dobra, chęci do bezinteresownej pomocy, wsparcia. Ja nadal jestem tym oszołomiona. I mam nadzieję, że na długo tak zostanie.

.

···········································································································································································

Gdy piszę ten tekst, trwa akcja blogerów zatytułowana „Nie wstydzę się być kobietą”, która ma na celu szerzenie informacji o profilaktyce raka macicy. To jedna z tych chorób, która wcześnie wykryta jest uleczalna. Dlatego z radością piszę Ci tutaj o niej.

Drogie Kobiety, nie bójcie się badań, pilnujcie terminów. I rozmawiajcie o zdrowiu! Także intymnym! Dbajmy o siebie nawzajem – przyjacielskiego wsparcia nie zastąpi nam nic.

Wsparcie w chorobie

Zdjęcia na licencji CC0

Daria

  • Julian | Kultura Coachingu

    <3 Uścisk!

  • Życzę dużo siły w walce, wspaniale że nie jesteś z tym sama! Na przyjaciół zawsze można liczyć i to jest piękne <3 dobrze,że popularyzujecie tą akcję! Badanie się jest ważne. Ściskam! 🙂

  • Ależ mądry tekst! Naprawdę. Mądry i potrzebny! I bardzo mnie poruszył…

  • Paulina R-w

    cudownie, ze masz takich ludzi wokół siebie Przyjaciel to coś mega ważnego w życiu :*zdrówka dużo na każdy dzień

  • Zgadzam, się w 100%

  • Mateusz Bobel

    Myślę, że w dzisiejszych czasach trzeba więcej takich tekstów! 🙂 Naprawdę świetnie napisane 😉

  • Jak dobrze, że masz TAKICH przyjaciół. To jest prawdziwy skarb. Życzę Ci jak najszybszego powrotu do zdrowia!

  • To wspaniała wiadomość, że nie jesteś sama, że masz tylu przyjaciół i to prawdziwych, którzy w trudnej chwili są przy tobie. Głęboko wierzę w to, że dasz radę i tego „złego” z siebie wypędzisz. Przy takim wsparciu… On nie wie na kogo trafił! I fajnie, że w swoim poście zwróciłaś uwagę na profilaktykę, która u nas ciągle kuleje. Pozdrawiam bardzo cieplutko