Nauka szwedzkiego vol. 1 – co warto wiedzieć o sobie?

Tak już mam, że do wielu rzeczy podchodzę ambitnie. Nie inaczej jest z urlopem macierzyńskim – mimo doświadczeń tysięcy kobiet cały czas wierzę, że to czas, gdy uda się zrobić coś poza opieką nad dzieckiem. Jednak rzeczywistość wygląda tak: przez prawie 3 miesiące z mojej listy „to do” nie zniknęło prawie nic, haha. Może jednak tysiące kobiet się nie myliły 😉

nauka szwedzkiego

Jednak teraz powoli (POWOLI) mój Dzik miewa drzemki, podczas których nie trzeba go przytulać – może to czas, by zająć się czymś ekstra?

Zobaczymy.

Napiszę, jaki mam plan związany z tym „urlopem”.

Zacznę od wstydliwego wyznania: mimo, że w Szwecji mieszkam już kilka ładnych lat (i bardzo ten kraj lubię! KLIK) nadal nie dogaduję się swobodnie po szwedzku. Wiele rozumiem, ale życie bez translatora byłoby udręką. Oficjalnie winię to, że w pracy i w domu króluje angielski – a szwedzki w zasadzie nigdy nie jest potrzebny. Ale szczerze myślę, że ta „szwedzka niemoc” to kwestia mojego lenistwa – gdy coś nie przychodzi mi łatwo (a niestety szwedzki mi nie wchodzi), to rezygnuję, odkładam na później (witaj prokrastynacjo!). Brakuje mi też systematyczności – a bez tego nauka języka nigdy się nie uda – to już wiem.

Nadszedł czas, że mam tego (a przede wszystkim SIEBIE) dość. Chcę mówić po szwedzku. Chcę poruszać się po zakamarkach tego języka swobodnie. Naprawdę chcę – choć nie muszę. Zwłaszcza teraz, gdy mój Dzik za kilka miesięcy zacznie mieć kontakt ze szwedzkim na co dzień (w przedszkolu) – fajnie byłoby wraz z nim odkrywać szwedzki świat „w oryginale”. Dlatego pomyślałam, że czas wziąć się za naukę szwedzkiego krok po kroku.

Nauka szwedzkiego krok po kroku

Tym razem postanowiłam sobie nie ufać – wcześniej wierzyłam, że poradzę sobie sama, że samo mieszkanie w Sztokholmie sprawi, że język wejdzie do użycia niejako naturalnie. Never happened.

Zwróciłam się o pomoc do eksperta – Patryka Topolińskiego, pomysłodawcy i założyciela Językowej Siłki (i autora książki o tym samym tytule). Patryk stał się poliglotą jako dorosły człowiek. Prowadzi wyzwanie „Język w rok” i aktualnie uczy się już dziesiątego języka. Pomyślałam, że może wie, o czym mówi. Skorzystałam z jego oferty „książka plus konsultacja”. Dziś napiszę Wam o tym, jak wyglądało przygotowanie do spotkania – bo musiałam sama się zastanowić, jak chcę się uczyć, co sprawia mi przyjemność (to ważne w kontekście nauki – żeby szybko się nie zniechęcać). Pomyślałam, że taka autorefleksja może pomóc też innym – jeśli do nich należysz, to warto zastanowić się, jaki sposób nauki języka może zaprocentować. W kolejnych wpisach napiszę o tym, co podpowiedział mi Patryk i jak wygląda mój plan nauki. O postępach będę starała się Was informować na Instagramie (klik) – w miarę możliwości, bo teraz o wykorzystaniu moich zasobów czasu decyduje głównie Dzik.

Może dołączysz i będziesz uczyć się ze mną? Daj znać w komentarzu i koniecznie połącz się ze mną na Instagramie!

Do dzieła!

Przed spotkaniem online Patryk wysłał do mnie ankietę, która miała na celu pokazanie mu, kim jestem, jakie mam cele, co już umiem. Okazało się, że ankieta była nie mniej ważna dla mnie samej: zmusiła mnie do zastanowienia się nad ważnymi pytaniami: DLACZEGO i JAK.

Z ankiety wybrałam najciekawsze dla mnie pytania – i nimi się dzielę.

Jak lubisz się uczyć?

Tu Patryk podaje całą gamę możliwości (przerabianie podręcznika, aplikacje, fiszki itd.). Właściwie wszystkie wymienione w ankiecie sposoby znam i w jakimś momencie nauki stosowałam. Natomiast gdy głębiej się nad tym zastanowiłam, to stwierdziłam, że tak naprawdę żaden ze sposobów jakoś mocno nie przypadł mi do gustu. Zaczęłam się zastanawiać, czy ja w ogóle lubię się uczyć? Nauka to moja praca i zastanawiam się, czy po kilkunastu latach uczenia (i uczenia się) nie nadszedł moment zmęczenia materiału. I może to czas, by poszukać w sobie pasji do uczenia się – otworzyć się na znane i nowe metody.

Przy tym pytaniu poczułam, że być może problem u mnie nie leży w wyborze metody (a przynajmniej, że to rzecz drugorzędna), a w nastawieniu do nauki w ogóle. Raczej jest on w tym, że zbyt szybko się zniechęcam, że myślę o nauce jako o obowiązku (też zawodowym), że nie kojarzę nauki z przyjemnością. I teraz mając tego świadomość mogę popracować nad zmianą nastawienia.

[w tym Patryk mi nie pomoże, ale dla mnie to krok milowy w kwestii podejścia do nauki języka – coś, z czego wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, a jednocześnie rzecz, nad którą mogę świadomie pracować codziennie]

Jaki poziom znajomości języka chcesz osiągnąć docelowo i jaki dajesz sobie na to czas?

To niby proste, ale zmusiło mnie do nazwania mojego celu (i to nie lada ambitnego): chcę znać szwedzki na tyle dobrze, żebym mogła w nim uczyć – czyli pracować na uczelni po szwedzku. To na pewno ogromny cel, którego sobie do końca nie uświadamiałam. I może on też mnie blokował?

Dlatego mając go gdzieś na liście postanowiłam skupić się na innym: do końca roku chcę czuć się swobodnie w załatwianiu codziennych spraw: na zakupach, w komunikacji miejskiej, u lekarza. To może rzecz mało ambitna, ale też nie przytłaczająca. Jednocześnie wymagająca osłuchania się z językiem mówionym w różnych dialektach (bo szwedzki brzmi bardzo różnie zależnie od tego, skąd pochodzi mówiący – najbardziej lubię imigrantów, bo mówią najwyraźniej 😉 ) oraz przełamania oporów w mówieniu. Tak że to jednocześnie cel mało ambitny, a z drugiej strony wymaga ode mnie wyjścia ze strefy komfortu, za czym nie przepadam.

Dlaczego potrzebujesz w nauce języka pomocy?

Tutaj wiedziałam od razu: bo brakuje mi systematyczności. Ale w czasie rozmowy z Patrykiem (tu wybiegam w przyszłość) odkryłam, że dlatego, że mało wiem o nauce języka jako takiej i sam temat nie interesuje mnie na tyle, żebym chciała szukać informacji na ten temat. I tutaj Patryk przydał się doskonale – wyjaśnił, co jest ważne w nauce języka, na czym polegają różne techniki (np. zanurzenie – myliłam się kompletnie w rozumieniu tego pojęcia – o tym w kolejnym wpisie o nauce języka).

O systematyczność muszę zadbać sama, Patryk pomógł z obraniem drogi.

Ile czasu w skupieniu możesz poświęcić na naukę w te dni, kiedy chcesz uczyć się języka?

To była dla mnie największa zagwozdka. Bo zupełnie nie umiem w planowanie z małym Dzikiem. Zwykle myślę, że uda mi się zrobić więcej niż faktycznie mogę. Moje założenie to 2x dziennie po 20 minut – czyli 2 karmienia Dzika przeznaczone na szwedzki.

 

Tyle najważniejszych rzeczy z „badania siebie”. Jak masz ochotę dołączyć do nauki, to zachęcam, żebyś odpowiedziała na te pytania. Jak masz ochotę – napisz odpowiedzi w komentarzu.

Kolejny wpis będzie dotyczył zaleceń, jakie dostałam od Patryka. Od razu napiszę, że zmotywowały mnie do nauki.

Daria