Możesz mieć WSZYSTKO… ale nie w tym samym czasie

Zewsząd słyszę od wielu lat, że mogę BYĆ, kim tylko zechcę, MIEĆ wszystko, czego zapragnę, ŻYĆ tak, jak chcę. O ile będę ciężko pracowała/zasuwała/zapie*niczała/rozwijała się/szkoliła/uczyła. Jest w tym sporo racji: jeśli ja nie będę dawała nic z siebie, to nic mi z nieba nie spadnie. Wiadomo: bez pracy nie ma kołaczy.

Organizacja czasu kobiet.

Tylko jednocześnie znam wiele kobiet, które choć naprawdę zasuwają i odnoszą wiele sukcesów, to nie żyją swoim wymarzonym życiem. Sama byłam kiedyś jedną z nich. W połowie drugich studiów zaczęłam pracę w ukochanym teatrze (na 3/4 etatu), a jednocześnie zaczęłam uczyć studentów. Każdy mi powtarzał, że łączenie studiów z pracą to żaden wyczyn, każdy tak robi. Zatem ja też nie czułam się wyjątkowa, tylko działałam. A mój standardowy dzień wyglądał tak:

  • 5:30 pobudka – kawa z gazetą, przygotowanie się do pracy, poranna toaleta, ubieranie się, wyjście;
  • 8:00-12:00 – praca etatowa – część 1;
  • 12:00-16:00 – uczelnia albo uczenie studentów;
  • 16:00-18:00 – praca etatowa – część 2;
  • 18:00-19:00 – odpoczynek, najczęściej w restauracji;
  • 19:00-21:00 – najczęściej teatr, żeby być na bieżąco z repertuarem – a jeśli nie, to byle do domu;
  • 21:00-23:00 – przygotowanie się na zajęcia/zajęć dla studentów/sprawdzanie prac domowych na kolejny dzień;
  • 23:30 – wreszcie spanie.
  • w weekendy: sobota pracująca, aby przygotować się na zajęcia na kolejny tydzień i żeby przygotować zajęcia dla studentów; niedziela na odpoczynek, wizytę u rodziców, seriale, spotkania towarzyskie (chyba, że weekend premierowy, to wieczór w pracy).

I tak przez ponad 3 lata: praca przez ponad 12 godzin, 6 dni w tygodniu. Brzmi znajomo?

Choć dziś patrzę na to z przerażeniem, to wtedy wcale nie czułam się wyjątkowa. Nie byłam zmęczona, dawałam radę i czułam, że naprawdę daję z siebie wszystko, aby mądrze kształtować swoją przyszłość. Cieszę się, że wtedy nie miałam Niemęża (ani dzieci), bo obawiam się, że związek by tego nie przetrwał.

Czy żałuję tamtego okresu? Absolutnie nie! Poznałam mnóstwo fantastycznych osób, byłam tak blisko sztuki, jak tylko się da (bez jej tworzenia), nauczyłam się masy nowych rzeczy, rozwinęłam intelektualnie, emocjonalnie, podjęłam się wyzwań, które zmieniły mnie na zawsze.

Czy chciałabym to powtórzyć? Absolutnie nie! Wtedy był dobry czas na takie zawodowe szaleństwo. Teraz mam inne priorytety, jestem inną osobą. I bardzo wkurza mnie, gdy ktoś mi mówi, że aby być kimś i się rozwijać, muszę zasuwać. Bo ja już nie chcę. Chcę pracować tyle, ile muszę, by dobrze żyć i ani chwili dłużej. Chcę mieć wolny czas, by poświęcać go innym, mieć czas na podróże, a nawet na lenistwo – bo to wspomaga moją kreatywność. Chcę mieć możliwość wypracowania sobie „planu B”, gdy moja obecna kariera zawodowa jednak nie wyjdzie.

Zarządzanie czasem dla kobiet - możesz mieć wszystko, ale nie w tym samym czasie

Gdy patrzę na inne kobiety, które pracują po kilkanaście godzin dziennie, a jednocześnie ogarniają dom, znajdują czas dla dzieci i najbliższych, ale podpierają się nosem i nie czują się spełnione, to robię się strasznie zła. Bo mam wrażenie, że one uwierzyły w to, że mogą mieć wszystko, zawsze i wszędzie. A jeśli nie mają, to jest to tylko ich wina – bo powinny więcej / lepiej / mądrzej pracować, sensowniej organizować czas. Wrrrr.

A to zupełnie nie tak! NIE DAĆ SIĘ MIEĆ WSZYSTKIEGO W TYM SAMYM CZASIE! W życiu jest czas na rozwój kariery, własne doskonalenie i wychowanie dzieci, ale nie da się tego robić naraz. Tak po prostu i zwyczajnie nie da. Doba ma 24 godziny. Wiem, że są heroski, które dają radę – ale to są heroski, które z pewnością płacą za to wysoką cenę.

Jeśli Ty do takich herosek nie należysz, to nic nie szkodzi. Ja też nie. Masz prawo zdecydować, że teraz nie chcesz zasuwać, że chcesz rozwijać biznes małymi kroczkami. Że to nie czas na studia podyplomowe. Że teraz chcesz się skupić na wychowaniu dziecka. Wszystko w życiu ma swój czas. I Ty też MOŻESZ MIEĆ WSZYSTKO. Tylko nie jednocześnie, NIE W TYM SAMYM CZASIE.

Jestem bardzo ciekawa, czy pozwalasz sobie na taką wolność wyboru? Czy jednak czujesz przymus robienia wszystkiego, co powinnaś albo czego od Ciebie oczekują? A może jesteś heroską i podzielisz się z nami swoimi sposobami na wszystko?

.

Daria

  • Kamila Cierpikowska

    W okresie studiów trafiłam na badania do kardiologa. Powiedział mi wtedy coś co wtedy wydawało mi się śmieszne a z perspektywy czasu przeraża. „No fajnie ale za parę lat będzie pani samotna ze stadem kotów, słabym sercem ale z 2 fakultetami i spełniona zawodowo”
    w tym czasie studiowałem na 2 kierunkach (dzienne i zaoczne, z czego zaoczne we Wrocławiu) i pracowałam. W piątek tylko do 15 żeby wsiąść w samochód i dojechać spokojnie do Wrocławia. (Wtedy jeszcze nie było S8). Żeby więcej czasu spędzić w tym okresie z bliskimi potrafiłam jechać na zajęcia na 8 w sobotę po nich wrócić do Łodzi i w niedziele znów na 8 Wrocław. Znałam każdy zakręt na pamięć, zastanawiam się tylko jak długo tak pociagne….
    Wszystko się przewartosciowalo gdy pojawiły się dzieci… rodzina…

    • Szczerze przerażają mnie takie historie. Albo wkurzają.
      Przyuczanie nas do brania udziału w wyścigu szczurów, dążenie do spełnienia zawodowego, które jest jak najbardziej fajne, ale przecież nie powinno być celem samym w sobie!
      I naprawdę cieszę się, że wszystko się u Ciebie przewartościowało <3 Bo płacenie za pracę własnym zdrowiem jest absolutnie nieproporcjonalne do korzyści.
      Znam kobiety, które wracają do pracy zaraz po urodzeniu dziecka (zaraz, czyli 2 tygodnie) i które ciągną tę walkę o karierę, za wszelką cenę. Jeśli to ich świadomy wybór – ok, nie oceniam, każda z nas ma prawo do własnych wyborów. Ale jeśli czują, że muszą, że powinny, choć mają ochotę na coś innego – to mam nadzieję, że znajdą w sobie siłę, by przestać 🙂

  • Ja sama należę do osób, które ustawiają sobie priorytety i rezygnują z tego, na co nie ma czasu. Bo wolę cieszyć się tym, co mam i życiem, jakie wiodę, a nie ciągle gonić za czymś, co wydaje mi się(!), że powinnam osiągnąć.
    W tak napiętym planie, jaki przedstawiłaś z swojej przeszłości, nie ma ani chwili na to, by usiąść spokojnie i bezczynnie i po prostu pobyć w tym – nacieszyć się dniem, osiągnięciami, nowymi doświadczeniami. Będąc w takim natłoku zajęć i obowiązków ciągle żyjemy w przyszłości z myślą „och, jaka będę szczęśliwa, jak osiągnę to wszystko” – ale tak na na prawdę, kiedy już się osiągnie jeden cel, to leci się za drugim, nowym i znów nie ma czasu na radość i spokój. I tak bez końca.
    Cieszę się, że Tobie się udało przystopować, odpoczywać i doceniać i przekonujesz do tego innych 🙂
    Tylko nie zgodzę się z tytułem – można mieć wszystko, tylko trzeba dobrze ustalić, czym jest owo „wszystko” – tym, czego oczekujemy czy tym, co daje nam i naszej rodzinie szczęście i spokój 🙂

    • Dziękuję Ci za ten mądry komentarz.

      W tym moim starym zabieganym życiu najgorsze było to, że zupełnie nie czułam, że coś mi umyka. Bo „przecież każdy zasuwa”, „nikt nie ma czasu”. I tak to leciało. Jako, że praca była fajna, poznawałam super ludzi, to jakoś to leciało. I wydawało mi się normalne.
      To też ciekawa obserwacja, jak bardzo „normalność” może się zmieniać 🙂

      • To prawda – to trochę tak, jakby dawniej owa „normalność” znaczyła „to, co i jak robią inni”, ale na szczęście w pewnym momencie człowiek rozumie, że „normalność” jest tym, czego sami od niej oczekujemy 🙂

  • Trafiłam na Twój post w momencie, kiedy na moim blogu ładowały się zdjęcia to wpisu o tym że już nie daję rady. 😀 ale jednak na razie nie potrafię odpuścić. Boję się najzwyczajniej w świecie.

    • Rozumiem to, całkowicie. Odpuszczać wcale nie jest łatwo, gdy się jest do tego przyzwyczajonym. A „nie daję rady” wydaje się dziś standardem – skoro każda z nas jest wykończona, nie daje rady, to nic w tym wyjątkowego.
      Bardzo polecam Ci odpuszczanie małymi krokami – żeby dać sobie trochę luzu 🙂 Ustal 1 dzień w tygodniu bez elektroniki – bez telefonu i komputera. Świat się nie zawali (zapewniam!), a Ty odpoczniesz.
      To nie będzie oznaczało, że zwalniasz – a może mieć wręcz odwrotny efekt – będziesz wypoczęta, więc bardziej produktywna.
      Bardzo, bardzo polecam.
      I trzymam kciuki!

  • Podczas studiów byłam heroską. Oj i to jaką! Ogarniałam dwa kierunki, potem jeden i pracę, jednocześnie rozwijając bloga, pisząc pracę magisterską i inne takie… Ale nie byłam szczęśliwa. Mój odpoczynek zredukował się do SPANIA, bo tak bardzo mi tego brakowało. Nie czytałam książek, nie chodziłam na rower, praktycznie tylko pracowałam/uczyłam się i spałam.
    Na szczęście ten czas już za mną. Rozwijam własny biznes i mocno pilnuję, żeby pracować tyle, ile trzeba. Nie więcej, nie mniej. Tyle, żeby być na bieżąco i nie mieć pleców, ale też tyle, żeby mieć czas na książkę i pogłaskanie kota.
    To trudne, ale da się 🙂 I tak, już teraz wiem, że balans wszystkich składowych życia nie jest możliwy. Ale od kiedy to wiem, zupełnie mi jego brak nie przeszkadza 🙂

    świetny post!

    • Dziękuję bardzo <3

      I dziękuję za ten komentarz – dokładnie, nie ma balansu w każdej chwili. Coś zawsze ucierpi – i już teraz wolę, żeby cierpiała kariera niż ja. Chociaż "cierpiała" to chyba złe słowo. Po prostu rozwijała się wolniej niż mogłaby, gdybym zasuwała jak szalona.

  • Brzmi znajomo. Ja na całe szczęście w porę się opamiętałam i zaczęłam żyć w zgodzie z wewnętrznym poczuciem tego co ja chcę. To nie jest łatwa decyzja zrezygnować z wielu obowiązków i rzeczy dających przyjemność, ale naprawdę warto. Dla własnego spokoju.

    • Brawo!
      Moja mama często powtarza „tylko spokój nas uratuje”. Oczywiście najczęściej dotyczy to kłótni, ale myślę, że ma też zastosowanie w codzienności: spokój pozwala się na chwilę zatrzymać i nie zwariować 🙂

  • Kobiety często kreują się na Wonderwomen. Wczoraj intensywnie się zastanawiałam dlaczego. Zagubienie w priorytetach i ciągły bieg to domena wielu kobiet. Wczoraj podczas kobiecych warsztatów projektowałyśmy z dziewczynami produkt dla kobiet. Tworzyłyśmy personę – symbol grupy docelowej. Niezależnie od siebie 4 kobiece grupy stworzyły portrety zapracowanej i zagonionej 35-40 latki niosącej na barkach za dużo. Było to dla mnie czerwone światło, że za chwilę nie chcę taka być.

    • Zapewne idea bycia „Matką Polską”, która wszystko dla dzieci i męża zniesie i poświęci, nie pomaga w dbaniu o siebie, zajmowaniu się sobą od czasu do czasu. Ale najważniejsze to dostrzegać schematy myślowe, w których się poruszamy – bo wtedy jest szansa na pozytywną zmianę 🙂

  • Dziękuję, że to napisałaś, czuję się trochę, jakbym zobaczyła w tym siebie…Niestety. Ostatnio naszły mnie przemyślenia, że coś z tym światem jest nie do końca w porządku, bo coraz więcej kobiet robi coraz więcej. To już nie jest wyczyn, że mamy po 3 fakultety, 3 dzieci, angażujące hobby. Musimy regularnie chodzić na crossfit, poledance (nie, żebym nie chciała, uwielbiam, ale czasem myśle, że przydała by się facetom taka „społeczna presja” robienia wszystkiego)…

    • Bardzo mnie cieszy, że temat pojawia się w przemyśleniach coraz większej liczby kobiet, bo może wreszcie to spowoduje, że nie będziemy wywierały tej presji dążenia do doskonałości na siebie nawzajem. Ja trzymam za to kciuki 🙂

  • Cierpliwość jet cnotą i tak bardzo mi jej brakuje 🙂 Doskonale wiem, że nie da się wszystkiego na raz i codziennie się tego uczę. Dzięki za ten wpis 🙂