Jesienne wakacje w Grecji – czy warto?

Grecja to jedna z moich większych dziecięcych inspiracji, kiedy to moim marzeniem było zostać archeolożką. Byłam absolutnie zafascynowana grecką mitologią i historią. Tak naprawdę zawsze chciałam tam pojechać, ale co wakacje wypadało coś ciekawszego. Do czasu. Kiedy dowiedziałam się, że Grecja była jednym z ulubionych kierunków podróży mojego wtedy-jeszcze-Niemęża, to plany wakacyjne były przesądzone. I w ten oto sposób od zeszłego roku byliśmy Grecji już trzy razy.

Wakacje w Grecji

Zanim przejdę do konkretów, to musicie wiedzieć, że bardzo rzadko jeżdżę na takie typowe wakacje. O kierunku podróży na ogół decyduje praca: pojawiało się zaproszenie na konferencję albo szkolenie, więc pakujemy się z Jużmężem i przedłużamy pobyt tak, żeby też chwilę wypocząć. W ten sposób odwiedziliśmy Nową Zelandię, Wyspy Owcze, Barcelonę, Islandię, Indie… Długo by wymieniać.

Jednak w zeszłym roku zdecydowaliśmy, że jedziemy tylko wypocząć. Co więcej, ja po raz pierwszy w moim dorosłym życiu zdecydowałam się na wyjazd z biurem podróży. Pomyślałam, że tak będzie łatwiej, przyjemniej, z mniejszą ilością stresu. Czy tak było faktycznie? Nie zawsze, ale o tym za chwilę.

Ten wpis poświęcę ogólnie Grecji jako wakacyjnemu kierunkowi podróży. Dodatkowo przygotuję jeszcze jeden tekst, w którym opiszę konkretne hotele, biura podróży i miejsca, które odwiedziliśmy.

wakacje w grecji

Moje idealne wakacje

Może najpierw kilka słów o tym, czego ja szukam wakacjach.

Nie lubię się opalać. Bardzo lubię słońce, ale korzystam z niego z umiarem. Dużą przyjemność sprawia mi spędzenie czasu nad wodą, a szczególnie w ciepłym morzu. Bardzo lubię zwiedzać, ale męczy mnie zwiedzanie w upale. Nienawidzę się pocić (chyba, że w saunie). Uwielbiam szukać nowych smaków i poznawać lokalną kuchnię.

Czyli piszę tu z perspektywy osoby, dla której idealne wakacje oznaczają:

  • miejsca słoneczne, ale niespecjalnie gorące;
  • dobrą kuchnię pełną świeżych owoców i warzyw oraz łatwy dostęp do lokalnych produktów;
  • przynajmniej częściowy dostęp do wody, w której można popływać – najlepiej, gdy jest to morze, ale jezioro (albo w najgorszym wypadku basen) również się sprawdzi;
  • możliwość pojechania na wycieczkę, nauczenia się czegoś nowego, poznania lokalnych tradycji i kultury.

Jak widać wymagania mam niemałe. Lubię być blisko natury (i z dala od tłumów!), ale jednocześnie dobrze skomunikowanej z cywilizacją. Dlatego Grecja, kraj tak bardzo turystyczny, wydała mi się naprawdę dobrym pomysłem na wakacje.

wakacje w grecji grecja jesienią

Grecja jesienią – czy warto?

To mogę odpowiedzieć bardzo prosto: warto. Jest ciepło. Oczywiście im dalej na południe tym cieplej, więc decydując się na wyjazd późną jesienią pewnie lepiej wybrać taką wyspę jak Kreta, która w sezonie wydaje mi się nie do wytrzymania (upały!!!), ale w październiku czy na początku listopada jest idealna.

Owszem, w samej końcówce sezonu czy poza nim może zdarzyć się kilka pochmurnych czy nawet deszczowych dni, ale mi to zupełnie nie przeszkadza. Jest wystarczająco ciepło, żeby posiedzieć na zadaszonym tarasie i relaksować się czytając książkę.

Koniec sezonu ma tę przewagę, że w Grecji nie ma aż tak wielu turystów. Nadal jest ich bardzo dużo, ale już nie ma problemu, żeby znaleźć miejsce w dobrej restauracji albo wolne leżaki na plaży. Na przykład w tym roku na Zakynthos dowiedzieliśmy się że w sezonie ląduje tam 120 samolotów dziennie (!!!!), a w końcówce jedynie 30-40. Czyli bajka. Warto dodać, że poza sezonem lotnisko jest zupełnie zamknięte, a do dyspozycji mieszkańców i przybyszów pozostaje jedynie transport wodny.

Koniec sezonu to również przeceny – Grecy zamykają swoje turystyczne biznesy na zimę, więc chcą pozbyć się towaru oraz zrobić miejsce na świeże produkty. Można więc kupić taniej nie tylko suweniry, ale też oliwę czy oliwki.

Czyli w Grecji w końcówce sezonu albo poza sezonem jest nadal wystarczająco ciepło, ale spotkać można mniej ludzi i wydać mniej pieniędzy. Win-win-win.

grecja jesienią

Grecka dieta

Weganie i bezglutenowcy nie mają łatwo, co podczas pierwszego pobytu w Grecji mocno mnie zdziwiło.

Jak najczęściej wygląda greckie śniadanie? Kawa i papieros. No, ewentualnie coś słodkiego do tego. Czyli tak jak w większości krajów południowej Europy śniadania jada się na słodko: bułeczki, ciasteczka, rogaliki. Ewentualnie jogurt grecki z miodem.

Dodatkowo w hotelach serwuje się oczywiście typowe rzeczy dla turystów, czyli jajecznicę, bekon, szynki, sery… Wcale nie ma zatrzęsienia surowych warzyw albo owoców. W lepszych hotelach trafisz na świeżo wyciskany sok z pomarańczy i ewentualnie okropne bezglutenowe pieczywo.

Widzisz już problem miłośników kuchni roślinnej? Ja myślałam, że w tak słonecznym kraju restauracje i hotele będą wręcz szalały z pomysłami na wykorzystanie najtańszych lokalnych sezonowych warzyw. Niedoczekanie moje.

Niestety Grecja, oprócz oliwy i oliwek, słynie z serów, ryb i różnych mięsnych gulaszy. Dodatkowo turyści mogą posilić się pizzą i makaronami. „Idealnie”, prawda? (że tak sobie pozwolę zapytać z przekąsem…)

Na szczęście w tawernach dość łatwo dostać rzeczy takie jak smażona cukinia w formie czipsów, dolmades – czyli faszerowane ryżem liście winogron, pasta z bakłażana albo warzywne gulasze (to na ciepło). Czyli da się przeżyć, ale nie jest idealnie.

grecja jesienią

Co spakować na wyjazd do Grecji?

Najważniejsze: niewiele. Nawet pod koniec sezonu raczej nie zaskoczy Cię mróz. Nie jest tak gorąco, żeby trzeba było się przebierać kilka razy dziennie. Wieczory jednak bywają chłodne, więc warto pamiętać o czymś z długim rękawem i o długich spodniach.

W mojej ocenie dobrze spakowana walizka będzie zawierała:

  1. 2 t-shirty lub inne koszulki z krótkim rękawem,
  2. 1 koszulkę na ramiączkach,
  3. 1 krótkie spodenki,
  4. 1 sukienkę,
  5. 1 cieplejszą bluzę,
  6. 1 długie spodnie,
  7. 2 kostiumy kąpielowe,
  8. pareo albo narzutkę na plażę,
  9. buty: klapki pod prysznic, zakryte buty na wycieczki i sandałki (lub klapki).

Myślę, że taka lista i tak jest mocno rozbudowana, bo na pewno można ją jeszcze skrócić, ale pozwala mi być gotową na każdą sytuację.

Na przykład sukienka bardzo przydaje się podczas wszystkich wycieczek, gdy zaplanowany jest postój na plażowanie, bo pozwala łatwo się przebrać.

jesień w Grecji

Co przywieźć z Grecji?

To oczywiście zależy od Twoich upodobań. Ja staram się ograniczać ilość rzeczy w domu, więc coraz częściej rezygnuję z pamiątek. Wyjątek stanowią te praktyczne, których mogę używać na co dzień. Natomiast w greckim hitem absolutnie jest jedzenie.

Największy kulinarny skarb Grecji to chyba oliwki i oliwa. Jeśli chodzi o oliwę do na pewno warto zwracać uwagę na jej kwasowość – im niższa tym lepsza. Standardowe greckie oliwy mają poziom kwasowości pomiędzy 0,3 a 0,8, czyli są to oliwy extra virgin. Na pewno warto spróbować ich przed zakupem, bo smak oliwy zależy od oliwek, z jakich została wyprodukowana. Tak, wiem, że właśnie odkryłam Amerykę, ale chodzi mi oto że oliwa oliwie naprawdę nie jest równa. Mi w tym roku udało się kupić oliwę organiczną o poziomie kwasowości 0,2 – 0,3 – jest bardzo delikatna w smaku i jestem nią zachwycona. Warto więc szukać.

Poza oliwą w każdym miejscu, w którym byliśmy bez problemu można było kupić przyprawy. Tymianek, bazylia, liście laurowe to tylko kilka najbardziej typowych. We wszystkich wypadkach, niezależnie od miejsca zakupu, jakość przypraw była wysoka i przez ponad rok trzymały zapach i świeżość. Jeśli lubisz zioła i przyprawy, to myślę, że warto skusić się na nie w Grecji.

Dorosłym mogą zasmakować alkohole, które znane są tylko w Grecji i rzadko dostępne poza jej granicami. Pierwszy z nich to anyżowa wódka ouzo. Moim zdaniem zdecydowanie dla smakoszy – dla mnie „niewypijalna”. Drugi to retsina, czyli wino aromatyzowane żywicą. Również ma bardzo specyficzny smak – ja akurat należę do jej fanek. Dodam, że w zeszłym roku była najbardziej pożądanym suwenirem wśród moich przyjaciół. Można kupić ją w zwykłym sklepie spożywczym (i to już za 1 €!) w półlitrowych butelkach zamykanych kapslem (takich jak piwne).

Kolejne jedzeniowe suweniry, które mogę polecić, łączyły się już konkretnie z miejscem, w którym byliśmy. I tak np. z Krety warto sobie przywieźć dictamus, czyli roślinę, która w naturalnym środowisku rośnie tylko na tej wyspie. Bardzo łatwo ją rozpoznać, ponieważ jej liście pokryte są delikatnym meszkiem. Podobno dobrze wpływa na trawienie, łagodzi kaszel i ma działanie moczopędne.

Z kolei Zakynthos słynie z win i rodzynek. Na tej wyspie winogrona są tak słodkie, że nawet do produkcji słodkich win nie trzeba używać cukru. Dla osób na diecie bezcukrowej – jak ja – to bajka. Z tego samego powodu rodzynki również są fantastyczne. Kiedyś były nazywane czarnym złotem Zakynthos. Aż żałuję, że przywiozłam tylko jedną 300-gramową torebkę, bo zwykłe rodzynki przegrywają z nimi przedbiegach. Wystarczy kilka sztuk, by dosłodzić zdanie, a do tego smakują obłędnie.

Trochę nietypowym pomysłem na suweniry jest odwiedzenie lokalnych straganów z warzywami. W Grecji można kupić bardzo tanie i bardzo pyszne pomarańcze, limonki i cytryny. Do tego oczywiście genialne pomidory (chociaż myślę, że polskie polne mogłyby stanąć z nimi w szranki) i wspaniałe dojrzałe awokado i figi. My też zawsze wypatrujemy okry, którą oboje uwielbiamy, a którą poza Grecją bardzo rzadko udaje się nam kupić.

Dzięki takim łowom przedłużony smak wakacji jeszcze przez kilka tygodni w domu.

Na deser zostawiłam pamiątkę niekulinarną. Jeśli dobrze poszukasz, to z Grecji możesz przywieźć bardzo dobre mydło bazujące na oliwie z oliwek. Tutaj trzeba oczywiście dokładnie wczytać się w skład, żeby nie kupić bubla. Ale jeśli to się uda, to mydła te są rewelacyjne i wspaniale nawilżają skórę.

Jeśli jesz cukier, to oczywiście na deser (zamiast mydła 😉 ) masz setki suwenirowych możliwości do wyboru – chałwy, nugaty albo lokoumi to chyba te najbardziej popularne. Ja jednak ze słodyczy wybieram rodzynki i owoce.

jesień w GrecjiSamodzielnie czy z biurem podróży?

 

Jeszcze nigdy samodzielnie nie organizowałam swojego wyjazdu do Grecji, więc podzielę się tylko spostrzeżeniami dotyczącymi wyjazdów z biurem podróży.

Od zeszłego roku w Grecji byliśmy trzy razy: pierwszy raz z polskim biurem Grecos, a kolejne dwa razy ze szwedzkim Apollo. Na żadne z biur nie mogę narzekać, choć oczywiście wizja wakacji przedstawionych na ich stronach internetowych znacząco różniła się od tego, co zostaliśmy rzeczywistości. Tutaj nie chcę się nad tym rozwodzić, konkretom poświęcę kolejny post.

Chyba największą bolączką było zawsze jedzenie. Od razu opowiem tutaj anegdotę z zeszłego roku. Ponieważ z Grecji do Polski wylatywaliśmy bardzo wcześnie rano, hotel przygotował dla nas lunch boxy (to miłe). Schody pojawiły się, gdy poprosiłam, żeby były bezglutenowe i bez mięsa. I tak dostaliśmy na śniadanie po pomidorze, po 15cm kawałku ogórka i po jajku ugotowanym na… miękko. Katastrofy udało się uniknąć, ale śmiechu było co niemiara.

Biura podróży były też zbędne, jeżeli chodzi organizowanie wycieczek po okolicy. Tak naprawdę na wyspach turystyką zajmuje się chyba każdy Grek. Propozycje wycieczek są wszędzie takie same i w zasadzie różnią się tylko ceną i językiem, w jakim się odbywają. Porównując oferty ani razu nie decydowaliśmy się pojechać na zwiedzanie wysp z biurem podróży, z którym przylecieliśmy. Znacznie taniej i wygodniej (np. jeżdżąc nie autokarem, tylko prywatnym samochodem) było zwiedzać z lokalnymi organizatorami. Ich oferty było bardzo łatwo znaleźć – albo w Internecie albo na miejscu w hotelach.

To, co było fajne w wyjechaniu na wakacje z biurem podróży, to fakt, że nie trzeba było się martwić o podróż: od momentu wejścia na lotnisko do wyjścia z niego drodze powrotnej, to biuro podróży dbało o nasz transport. Była to naprawdę duża wygoda. Nie wiem jak by to było korzystając lokalnego transportu albo wykorzystując taksówki. Natomiast biorąc pod uwagę poziom rozwinięcia turystyki myślę, że nie byłby to duży problem. Mam nawet nadzieję, że za jakiś (niedługi!) czas sama się o tym przekonam.

Jesień w Grecji

Moje wielkie greckie plany na przyszłość

Z biurami podróży raczej się żegnam, bo nie do końca widzę sens jeżdżenia z nimi. Przynajmniej jeśli chodzi o Europę. Pewnie czasem opieka rezydenta może być pomocna, ale jeszcze nigdy nie byłam w sytuacji, w której musiałabym z niej korzystać. Zawsze problemy udawało się rozwiązać na miejscu w hotelu. Myślę też, że jeśli z lokalnym transportem radziłam sobie w Indiach albo na Filipinach, to w takim kraju jak Grecja też sobie poradzę.

Naszym marzeniem jest znaleźć pensjonat, w którym serwowano by domowe roślinne jedzenie (albo przynajmniej roślinną opcję), z dostępem do kuchni i z targiem, na którym można kupić lokalne produkty. Chcemy z tych wspaniałych greckich produktów, o których pisałam wyżej, robić nie tylko pamiątkę, ale też zajadać je na miejscu. No i oczywiście chcielibyśmy odpoczywać z daleka od turystycznych kurortów. To nie muszą być setki kilometrów odległości, ale chociaż miasta, które nie znajdują się w ofercie większości biur podróży.

Szukamy więc „greckiej babci”, która będzie nas wspaniale karmić z dala od tłumów. Jeśli masz miejsca, które możesz mi polecić – koniecznie napisz. Będziemy oboje niesamowicie wdzięczni.

.

Jeśli masz dodatkowe pytania dotyczące jesiennych wakacji Grecji albo możesz podzielić się swoim ciekawym doświadczeniem, pisz proszę w komentarzu – chętnie uzupełnię wpis o brakujące informacje.

.

Daria

  • Monka

    Ja w Grecji nigdy nie trafiłam na jakąś megamiejsówkę, także jeśli ktoś coś wie, to z wielką chęcią poznam 🙂

    Piękne zdjęcia! :)))

  • Do Grecji jeszcze nie dotarłam, ale jak widzę to jednak warto. Bardzo się mi spodobało co zabrać ze sobą. Zawsze mam dylemat, czy to co wezmę ze sobą sprawdzi się w danych warunkach! Super.

  • O Mamusiu! Piękne zdjęcia! Grecja jak narazie jest dla mnie jeszcze nieodkryta, ale ufam, że już niedługo to się zmieni:) Marzę, żeby pojechać na Santorini! I też uważam, że podróżowanie poza sezonem jest super – może nie zawsze wiąże się to z niższą ceną, ale za każdym razem możemy liczyć na mniejsze tłumy i to jest dla mnie bardzo ważne!:) Pozdrawiam!

  • Mi się marzy Grecja w wersji rejsu po tych cudownych małych wysepkach 🙂
    Ps. Super masz pracę, skoro ułatwia takie wojaże!

    • O tak! Taka Grecja mi się też marzy.
      Praca faktycznie wspaniała, tylko wymaga mnóstwa samodyscypliny – co nie zawsze jest proste 😉

  • Magda

    My zawsze decydujemy się na podróże na własną rękę, bo po pierwsze słyszeliśmy wiele negatywnych opinii o zorganizowanych wycieczkach, a po drugie lubimy móc sami decydować o wszystkim, no i lubimy przygody 😀 Mój mąż był w Grecji i był zachwycony, obiecał że mnie tam zabierze 🙂 Oby jak najszybciej 😉 Ps. Cudne zdjęcia!

    • No, ja jestem już po Waszej stronie 😉 W przyszłym roku spróbujemy Grecji na własną rękę, bo w biura podróży już nie wierzę 😉

  • Estetycznie tu.

  • Ostatnio zamarzyły mi się właśnie jesienne wakacje na którejś z greckich wysp. W zeszłym roku zrobiłam sobie mały city-break w Atenach w listopadzie, a teraz ciągnie mnie jeszcze bardziej na południe 🙂 Niestety plany pewnie do zrealizowania dopiero w przyszłym roku. Co ciekawe, smak ouzo pokochałam miłością absolutną, co u mnie jest zupełnie nietypowe, bo ja takich mocniejszych alkoholi praktycznie w ogóle nie pijam 🙂