Recenzja greckich wakacji: Chalkidiki, Kreta i Zakynthos

Ten wpis ma być do bólu praktyczny. W poprzednim [ZOBACZ] pisałam o wakacjach w Grecji ogólnie – jak się spakować, co przywieźć, kiedy jechać. Tutaj zaś opisuję konkretnie biura podróży, z jakimi pojechaliśmy, hotele, w jakich spaliśmy i wycieczki, na jakich byliśmy. Chcę przedstawić informacje, których mi brakowało, kiedy decydowałam, gdzie jechać.

Dlatego na początek disclaimer: na czym mi zależy podczas wakacji i co sprawia, że uważam je za udane.

greckie wakacje

Nie mam szalonych wymagań, jeżeli chodzi o standard hotelu. Musi być czysto i muszę mieć łazienkę do swojej dyspozycji. Oczywiście jeżeli jest lepiej to nie narzekam, ale to nie standard pokoju jest dla mnie decydujący, jeżeli chodzi o lokalizację.

Za to mam wysokie wymagania dotyczące jedzenia. Kiedy czytam recenzje hotelu, zwracam przede wszystkim uwagę na opinie dotyczące wyżywienia i szukam zdjęć hotelowej restauracji. Niestety często przez to ląduję w miejscach, które tak naprawdę nie mają szans sprostać moim oczekiwaniom. Mam wrażenie, że większość turystów piszących recenzje ma na myśli coś zupełnie innego niż ja, kiedy mówię „dobra kuchnia”. Dla mnie to określenie nie oznacza „dużo możliwości”, „duży wybór”, „DUŻO”, tylko lokalnie, świeżo, z dużą ilością warzyw i owoców. A to niestety rzadkość.

Staram się również wybierać lokalizacje, w których nie ma ogromnych skupisk turystów. Jednak uważam (albo uważałam), że jeśli hotel potrafi zapewnić atmosferę relaksu i spokój, to mogę być w dowolnym miejscu. Chyba, że okaże się absolutnym sercem niekończącej się imprezy.

Wolę małe niż duże hotele. Raczej unikam takich, które mają 7 basenów i 15 zjeżdżalni. Zwracam także uwagę na to, czy strefa zabaw dla dzieci jest wydzielona, bo to pozwala na dobre spędzanie czasu zarówno dzieciakom, jak i osobom, które chciałyby od nich odpocząć (czyli mnie).

Jak widzisz, wymagań nie mam zbyt wielu, ale są dość konkretne. I nie jest łatwo znaleźć hotele, które byłyby w stanie je spełnić. Dlatego oczywiście będę wytykać błędy miejscom, które tutaj recenzuję (z pewnością nie będę na nie patrzyła obiektywnie), ale postaram się również dodać inne punkty widzenia, żeby ułatwić innym ewentualne podjęcie decyzji.

Ponieważ wpis wyszedł mi naprawdę długi, postanowiłam podzielić go na strony. I tak kolejno możesz przeczytać o:

  1. 3-gwiazdkowym hotelu Kalives na półwyspie Chalkidiki – strona 1,
  2. 4,5-gwiazdkowym hotelu Aquila Porto Rethymno na Krecie – strona 2 [ZOBACZ],
  3. 4,5-gwiazdkowym hotelu Best Western Galaxy na Zakynthos – strona 3 [ZOBACZ].

Chalkidiki – biuro Grecos, miejscowość Kalyves, hotel Kalives***

Był to pierwszy w moim dorosłym życiu wyjazd z biurem podróży i pierwsza wizyta w Grecji. Decyzję o wyjeździe podjęliśmy dosłownie na kilka dni przed wylotem. Chcieliśmy się zrelaksować, pojechać „nagotowe”, a biuro Grecos miało wtedy najlepszą ofertę last minute.

Biuro Grecos

Po kilku godzinach przeglądania różnych ofert zdecydowaliśmy się na czterogwiazdkowy hotel z oferty Grecosa. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że na stronie internetowej biura wcale nie dokonuję rezerwacji, tylko wysyłam do nich zapytanie z informacją o tym, że jestem zainteresowana ofertą. Pamiętam, że był to piątek po południu i nie chciałam czekać na odpowiedź do poniedziałku, więc zdecydowałam się od razu tam zadzwonić. Była to rozczarowująca rozmowa, ponieważ okazało się, że oferta na stronie nie jest zbyt aktualna i to miejsce, do którego chciałam pojechać nie było już dostępne. Musiałam więc rozłączyć się i ponownie zasiąść do komputera i wyszukać inne oferty, które były interesujące.

Nauczona doświadczeniem nie dzwoniłam już tylko z jednym  wyborem, ale z krótką listą zapisaną na kartce. Dwie pierwsze oferty z tej listy również okazały się niedostępne. Udało mi się zarezerwować dopiero trzecią, czyli trzygwiazdkowy hotel Kalives.

Oczywiście rozumiem, że w sytuacji korzystania z oferty last minute propozycje na stronie internetowej nie muszą być w 100% aktualne. Ale wierzę również, że biuro podróży może przygotować do tego klienta zanim ten wybierze miejsce, do którego chciałby pojechać.

Kilka dni po zakupie wycieczki byliśmy już gotowi do wyjazdu. Wylot był z Warszawy około 9:00 rano, więc zaplanowaliśmy wczesny wyjazd z domu. O godzinie 23:07 dzień przed wyjazdem dostałam telefon z biura podróży, że wylot jest przełożony na 6:00 rano, czyli za niecałe 7 godzin. Nie było to idealne rozwiązanie, ponieważ musieliśmy w nocy znaleźć sposób dojechania do Warszawy, ale udało mi się anulować rezerwację PKP, kupić bilety Modlinbusa i już przed 4:00 rano byliśmy na Okęciu. Kosztowało nas to trochę stresu, ale wszystko się udało.

Niestety okazało się, że o zmianie godziny wylotu nie była poinformowana… załoga samolotu. Dobrze wyobrażasz sobie wszystkich pasażerów kotłujących się przed gatem przez grubo ponad trzy godziny: bez żadnej informacji, bez kuponów na jedzenie. Po prostu czekając aż wreszcie po 8:00, jak gdyby nigdy nic, pojawi się załoga.

To był dopiero początek wyjazdu, więc w sumie uśmialiśmy się z całego zamieszania i postanowiliśmy jak najlepiej spędzić czas w Grecji. Na miejscu rezydentka była bardzo miła i pomocna. Widać było, że ma ogrom pracy i jest bardzo zmęczona, ale można było się do niej zwrócić z każdym problemem.

Nie zdecydowaliśmy się pojechać na lokalne wycieczki z Grecosem, bo mój wtedy-jeszcze-Niemąż nie mówi po polsku, więc musiałabym cały czas tłumaczyć. Poza tym ceny w stosunku do cen tych samych wycieczek organizowanych lokalnie były o około ⅓ wyższe. Wybraliśmy więc te drugie. I byliśmy oboje zadowoleni z wyboru.

Powrotna droga do Polski też nie obyła się bez niespodzianek. Samolot był bardzo opóźniony. Tym razem jednak biuro wywiązało się ze swojego obowiązku i dostaliśmy choć vouchery, żeby coś zjeść na lotnisku.

greckie wakacje kreta chalkidiki zakynthos

Hotel Kalives

Jak już wiesz, nie był on naszym pierwszym wyborem. Przekonało nas to, że jest to hotel rodzinny położony w bardzo spokojnej okolicy. Nie spodziewaliśmy się jednak, że będzie ona aż tak spokojna.

Hotel był naprawdę niewielki i cichutki. Żadnych animacji, żadnej natrętnej muzyki. Dużą grupę turystów stanowili sami Grecy, którzy w ciągu dnia samochodami jeździli na pobliskie plaże, a w hotelu tylko nocowali.

Przez kilka dni byliśmy jedynymi osobami przy basenie, co było naprawdę bardzo komfortowe.

W hotelu była absolutnie przemiła obsługa. Wspaniały barman, który doskonale pamiętał gości i to, co zamawiają, więc gdy tylko schodziliśmy na śniadanie na stoliku już czekała na nas poranne frappe. Jadąc do Grecji wiedzieliśmy również, że jest to początek sezonu na figi, więc mieliśmy na nie nie lada chrapkę. Niestety te nie pojawiały się w hotelu ani nie były dostępne w okolicznych sklepach. Zapytaliśmy menadżerkę hotelu gdzie moglibyśmy je kupić, a ona wyraziła zdziwienie, że w ogóle chcielibyśmy jeść. Według niej w Grecji to jest przysmak, tylko lekarstwo. Powiedziała, że co prawda nie wie, gdzie możemy je kupić, ale na terenie hotelu rośnie drzewo figowe i jesteśmy „more than welcome”, żeby z niego korzystać. Był to chyba najmilszy moment wyjazdu.

W hotelu rozczarowujące było jedzenie. Wybraliśmy opcję HB i żałowaliśmy. Śniadania były jako takie: pyszna kawa i herbata, bardzo mało warzyw i świeżych owoców, prawie nic dla wegan i bezglutenowców. Obiadokolacje też nie były najlepsze: niezbyt duży wybór potraw (to akurat mi nie przeszkadza), a dania niezbyt wysokiej jakości i słabo doprawione. Menu za to zmieniało się codziennie, więc można było liczyć, że zawsze coś zjadliwego się trafi.

W hotelu można było też zamówić udział w lokalnie organizowanych wycieczkach, które były tańsze niż te proponowane przez biura podróży. My zdecydowaliśmy się na rejs wzdłuż półwyspu Athos, który jest niedostępny dla zwiedzających od strony lądu. Z hotelu odebrał nas prywatny samochód, więc dojazd do statku zabrał bardzo niewiele czasu, a i z samej wycieczki byliśmy zadowoleni.

greckie wakacje kreta chalkidiki zakynthos

Miasteczko Kalyves

Miasteczko Kalyves jest naprawdę mikroskopijne. Poza tym jednym hotelem, Były tam tylko prywatne domy i pojedyncze kwatery do wynajęcia. Właściwie nie było turystów, tylko sami Grecy. Do dyspozycji były dwa małe supermarkety (w których udało nam się kupić fajne kulinarne suweniry) i dwie tawerny. Obie położone były nad morzem. Jedna cudowna ze świeżym greckim jedzeniem, a druga serwowała odmrażaną pizzę, ale miała zdecydowanie tańsze leżaki na plaży.

Biorąc pod uwagę totalną ciszę i spokój jest to miejsce do polecenia osobom, które cenią te atrybuty wakacyjnych lokalizacji. W tym konkretnym hotelu sugerowałabym jednak wzięcie tylko śniadań, a podczas innych posiłków korzystanie z fantastycznej lokalnej tawerny.

Na pewno dobrym pomysłem jest wypożyczenie na miejscu samochodu i oglądanie okolicy samodzielnie. Grecy dokładnie tak robili i wydawali się bardzo zadowoleni.

Daria

  • Bożena Danuta Kultys

    Faktycznie dobre miejsce na wakacje, dziękuję za podpowiedź 🙂

  • Bardzo przydatny wpis! Marzą mi się wakacje w Grecji! I to bardzo! Choć ostatnio byliśmy na Cyprze, a tam również można poczuć trochę Grecji, jednak to nie to samo 🙂 Teraz przed nami Stany, ale w przyszłe wakacje może się uda i sama zrobię relację z Grecji 🙂

  • Dorota Czerniakowska

    figi jako lekarstwo? mogłabym się leczyć bez końca 😉

  • Szkoda, że tak mało zdjęć! Chętnie obejrzałabym więcej zdjęc samego miasta i tamtejszych lokalnych sklepików, potraw.

  • Róża Augustyniak

    och…jak mi się marzy Grecja od dawna!