Codzienne przyjemności, czyli zatrzymaj się na chwilę każdego dnia

Sprawianie sobie przyjemności to nie jest temat dla mnie obcy. Ja nie jestem jedną z tych kobiet, które zapominają o sobie, nic dla siebie nie robią. O nie. Wiem, że jestem ważna, mój Jużmąż przypomina mi o tym i dba o mój komfort ♡ Czyli niby wszystko na swoim miejscu. A jednak czułam, że mimo dużej ilości przyjemności w życiu to nie jest to, o co mi chodzi.

Codzienne przyjemności

Dopiero podczas dzisiejszego treningu biegowego olśniło mnie, że zaszła we mnie duża zmiana. Że wcześniej źle rozumiałam pojęcie przyjemności.

Zamiast skupiać się na szukaniu przyjemności w tym, co mnie otacza, to kojarzyłam ją z nowością (zakupy!), rozrywką (internet!) albo słodkością (czekolada!). Gdy teraz patrzę na tę listę, to mogę tylko zacytować Aśkę z kabaretu Potem: „ALE ŹLE!”.

Takie przyjemności płynące z zewnątrz, choć podnoszą poziom endorfin, to niekoniecznie są dla mnie dobre. Sięgałam po nie z przyzwyczajenia, a nie dlatego, że mi służyły, że były dla mnie odpowiednie. Wręcz przeciwnie: kradły mi czas, emocje, pieniądze, zdrowie. Powtórzę: „ALE ŹLE!”.

Niby wcześniej miałam jakieś ciągoty w kierunku minimalizmu, prostoty, ale wprowadzanie tego w życie szło mi dość opornie. Chyba dopiero diagnoza spowodowała, że zaczęłam więcej robić niż planować i poczułam ogromną potrzebę innego spędzania czasu. A teraz każdy dzień utwierdza mnie w przekonaniu, że był to krok w dobrym kierunku.

Wreszcie na chwilę się zatrzymałam

Zaczęłam obserwować siebie i swoje otoczenie.

Odkryłam, że przyjemność to nic nadzwyczajnego, że powinna towarzyszyć mi często, codziennie, bez wyjątków.

Przyjemność nie jest czymś, co przychodzi do mnie z zewnątrz. To ja ją tworzę poprzez swoje nastawienie, przez poszukiwanie jej.

Przyjemność to coś, co jest dla mnie dobre, dzięki czemu czuję się lepiej, co podnosi mnie na duchu. I towarzyszy mi kilka razy dziennie!

Na przykład lista moich dzisiejszych „codziennych przyjemności” to:

  • Poranna łóżkowa pogawędka z Jużmężem – nigdzie nie musieliśmy się spieszyć, wstaliśmy o tej samej porze, więc mogliśmy sobie rano wspólnie pomarzyć i pogadać.
  • Przerwa w biegowym treningu, by pogłaskać… owce. Wybraliśmy nową trasę biegową, a naszej drodze stanęły owce, które zaczęły nam się łasić do nóg i domagać głaskania. Chociaż mocno nas to spowolniło, to warto było zrobić przerwę na taką owcoterapię.
  • Genialna nowa owsianka z jagodami – dzisiejszym śniadaniem naprawdę delektowaliśmy się. Jedliśmy powoli, zachwycając się każdym kęsem. Wyszła naprawdę fantastyczna.
  • Bukiet kwiatów bzu – pierwszy w tym roku! Teraz cała kuchnia pachnie bzem, a ja co chwilę się uśmiecham, bo ten zapach kojarzy mi się z latem, wolnością, słońcem.
  • Kolejny zachwyt nad tym, jak w zeszłym tygodniu przemeblowaliśmy nasze mieszkanie. Za każdym razem, gdy wchodzę do pokoju, cieszę się z przestrzeni, jaką zyskaliśmy. Z tego, że z częścią rzeczy pożegnaliśmy się. Że jest przytulnie.

Owcoterapia. Codzienne przyjemności

Wcześniej nie dostrzegałam tych małych codziennych cudów, gubiłam je w natłoku zadań. Nie przyszło mi do głowy, by głaskać owce. Pogawędki traktowałam jako coś normalnego, a kwiaty jako dodatek do wystroju wnętrza. Teraz patrzę na to zupełnie inaczej.

I już wiem, że chcę robić tylko takie rzeczy, które sprawiają mi przyjemność. Nie chcę iść przez życie nie dostrzegając otaczającego mnie piękna. Chcę zachwycać się codziennością.

To jest tysiąc razy fajniejsze niż poprzednie „przyjemności”, które choć wywoływały rzut endorfin, to nie były dla mnie dobre.

Zatrzymaj się.

Zastanów się, jakie drobiazgi sprawiają Ci przyjemność.

Szukaj ich w swoim życiu.

Dostrzegaj, że są.

Pielęgnuj.

Dziękuj za nie.

I chciej ich więcej.

Wtedy naprawdę poczujesz, że to niedoskonałe życie jest naprawdę piękne.

.

Daria